Puszcza Bolimowska – jesienne widokówki

Choć właśnie mijają Święta i zbliża się Nowy Rok, zima w moich rejonach jakoś nie nadchodzi. Wygląda, jakby czekała, na mnie, aż podzielę się z Wami relacjami z moich jeszcze jesiennych wypadów. W przedświątecznej gorączce nie miałem czasu na pisanie, ale zdjęcia i coś w pamięci jeszcze zostało…

Pod koniec listopada planowałem kilkudniowy spacer po Puszczy Kampinoskiej, ale towarzyszy wyprawy wycięła jesienna grypa i awaria buta więc zostałem sam. Niestety nie zdążyła też przyjść przesyłka z mapą tego terenu. Lubię mieć mapę nie koniecznie po to by nie zabłądzić, bo przewidziane błądzenie jest akurat fajne, ale po to by nie minąć o krok ciekawych obiektów, a tych w naszej podwarszawskiej Puszczy jest sporo. Kampinos odłożyłem więc na później, a wybrałem się znów do Puszczy Bolimowskiej, gdzie akurat mieli biwakować znajomi.

By nie oddawać cennego wolnego czasu na rzecz PKP, skorzystałem ze skromnego kawałka Południowej Obwodnicy i autostrady A2 by po godzinie z hakiem, spotkać się w lesie ze znajomymi. Nadchodzący mrok, pochmurne niebo i wisząca w powietrzu mżawka nas nie zrażała, choć miała padać przez najbliższe trzy dni. W trakcie rozbijania obozu musieliśmy się tylko na parę minut schować pod tarpem bo deszcz podjął już ostateczną próbę przegonienia nas z lasu. Zostaliśmy, przegrał z nami i naszym ogniskiem 😉

biwakowe ogniskomięso na ognisku

Ten wieczór spędziłem stacjonarnie w towarzystwie Marshalla, Rajmunda, Miśki i Grigora W obozie, gdzie jeszcze grubo po północy gawędziliśmy przy ogniu piekąc różne mięsiwa i najadając się wszelkimi biwakowymi smakołykami. Gęsta mgła i wiszący w powietrzu deszcz sprawiały, że noc w lesie była bardzo cicha. Nie słychać było żadnych odgłosów, nawet odległej autostrady, która przy dobrej pogodzie, swym szumem przeszywa w tym rejonie Puszczę Bolimowską niemal na wylot.

leśne obozowiskoobozowe ognisko

Na drugi dzień wstałem pierwszy, jeszcze o świcie, którego nie było widać zza chmur i mgły. Tego dnia planowałem odłączyć się od obozowiczów i wybrać się na rekonesans w rejonie Puszczy, gdzie moja noga jeszcze nie stanęła. Reanimowałem wieczorne ognisko i zjadłem leśne śniadanie z po kolei budzącymi się towarzyszami. Ponad dzień spędzony w obozie, nawet w tak doskonałym towarzystwie, stawiam spacer po lesie więc wziąłem plecak i wybrałem się po prostu przed siebie.

Niedaleko od obozu, po przejściu niewielkich mokradeł, natknąłem się na ciekawe znalezisko. W ziemię wbity był stalowy kuty słupek pomalowany na czerwono.

mokradła wojenny słupek

Na takich właśnie wieszano w czasie wojny zasieki z drutu kolczastego, które miały wytrzymać nawet ostrzał artyleryjski. Nie jestem pewien, czy pochodził z pierwszej czy z drugiej wojny, ale akurat w tym rejonie Puszczy Bolimowskiej nie było raczej żadnych umocnień. Teraz mógł być to może słupek geodezyjny lub jakiś element kłusowniczych sideł.

Idąc dalej, czasem leśnym duktem, czasem na przełaj spotkałem trochę dzików i saren, ale jak zwykle nie chciały poczekać na zdjęcie.

DSCN2025 DSCN2032

Uwagę zwracały jesienne mrowiska, które były w większości zrujnowane chyba przez jakieś ptaki szukające larw. Trafiło się jeszcze kilka już gnijących podgrzybków, ale różne porosty i mchy o tej porze dopiero mają swój najlepszy czas.

porosty na pniu jesienne porosty

Mglista i deszczowa pogoda sprawiła, że każda leśna przesieka, jeziorko czy polana miały swój niepowtarzalny urok.

jeziorko w lesieDSCN2037

Często zmieniający się drzewostan na dosyć niewielkim obszarze zaskoczył mnie urozmaiceniem, starymi dębami, grabami i masą leszczyn, których nie spodziewałem się w tamtym rejonie Puszczy Bolimowskiej.

DSCN2047DSCN2051

Choć kolory rozróżniam, jak statystyczny facet, do czerwienie opadłych grabowych liści zrobiły na mnie wrażenie.

DSCN2043  DSCN2042

Szczególnie spodobała mi się przerzedzona polana na pagórkach, która wyszła na zdjęciach „pocztówkowo”.

DSCN2040DSCN2041

Zapuściłem się w tych krajobrazach na tyle daleko, że do obozu wracałem już po ciemku. Mgła, brak gwiazd i księżyca, sprawiły, że noc nadeszła błyskawicznie, choć było dopiero po siedemnastej. Miałem mapę, ale nie miałem latarki i telefonu, które zostały w obozie więc nie mogłem jej odczytać. Pamiętałem tylko numer działki leśnej.

Gdy szedłem leśnym duktem, wyobraźnia zaczęła już płatać figle. Usłyszałem za sobą jakby tętent jakiegoś biegnącego zwierza. W ciemnościach nic nie widziałem, więc zszedłem na bok, wyjąłem Morę i czekałem. Okazało się, że to biegł wielki pies a za nim jego Pan biegł sobie truchcikiem. Nawet mnie chyba nie zauważyli 🙂

Szukając już w ciemnościach właściwej działki, musiałem z odległości kilkunastu centymetrów wpatrywać się w słupki oddziałowe by je odczytać. Postanowiłem w końcu iść na przełaj by może usłyszeć odgłosy obozu. To nie był dobry pomysł..

Po tym jak wpadłem w rów melioracyjny z wodą do kolan, wyszedłem na ścieżkę. W pewnym momencie, kilka metrów od siebie, z boku, usłyszałem chrumkanie dzika. Klasnąłem odruchowo w ręce, by go przegonić, ale tylko odpowiedział mi chrumknięciem. Nic nie widziałem, gdy z mojej drugiej strony odpowiedziały inne dziki. W ułamku sekundy zorientowałem się, że że jestem w środku stada, a one dają do zrozumienia, że jest noc i one są teraz panami lasu. Wystrzeliłem biegiem przed siebie, słysząc ich odgłosy i w myślach prosząc, by nie chciało im się mnie gonić 😉

W końcu odnalazłem obozowisko, którego we mgle nie było widać i słychać niemal do ostatniej chwili. Przy ognisku odpocząłem, wysuszyłem się i znów w wesołym towarzystwie posiedzieliśmy do późnej nocy. Odwiedził nas jeszcze jeden leśny kolega, Cziko.

Tuż przed świtem, żegnając się ze śpiącym jeszcze towarzystwem, znów wyruszyłem w las. Przeszedłem ścieżką, gdzie przegoniły mnie dziki. Były w niej świeżo wyryte wyrwy głębokie na jakieś pół metra. Odyniec chyba chce się porządnie najeść przed zimą…

Mijając śródleśne jeziorko, na mapie zabawnie nazwane, jako „Balaton”, natrafiłem na efekty pracy szalonych bobrów. Wszystkie drzewa w okolicy były chaotycznie powalone.

DSCN2064DSCN2066

Tego ranka spotkałem nie przypadkowo jeszcze jednego kolegę, Staszka, z którym przeszliśmy już wiele leśnych kilometrów. Przed zmrokiem już wracaliśmy do domu.

Ten dzień był dla mnie szczególny bo pierwszy raz w życiu, na żywo, choć z samochodu, zobaczyłem łosia. Trzy sztuki przebiegły nam kilkadziesiąt metrów przed autem. W Puszczy Bolimowskiej łosia się nie spodziewałem, a tu od razu trzy! Mam tylko niedosyt, że z samochodu i nie ma zdjęć, ale teraz już im nie daruję 😉

Na koniec chciałbym podziękować Marshallowi, Rajmundowi, Miśce i Grigorowi za wspólne obozowanie i podładowanie akumulatorów atmosferą leśnego towarzystwa. Cziko miło było Cię poznać. Stachu, jak zwykle dzięki za towarzystwo, leśno-historyczne pogaduchy i podwózkę 😉

Do zimy mam jeszcze prośbę by się wstrzymała z przyjściem, bo mam jeszcze opowieść o jesiennym jedzeniu żołędzi… Liczę na nią dopiero 17 stycznia w Giżycku by posypała śniegiem i skuła lodem Jezioro Kisajno specjalnie na Mazury Challenge 2014, gdzie się wybieram.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Relacje z wypraw. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Puszcza Bolimowska – jesienne widokówki

  1. damian pisze:

    Przyjemne pocztówkowe zdjęcia i atmosfera na obozie widać też dobra dopisywała 🙂
    damian ostatnio opublikował…Pierwszy dzień zimy – z dobrą pogodą ( 58 )My Profile

  2. niszka pisze:

    Wypad obfitujący wyjątkowo licznie w ciekawe przeżycia, widzę 🙂 No, udało Ci się kurczę tak z tymi dzikami, jak i łosiami… Fajnie 🙂

    Pozdrawiam i najlepszego na nowy rok!

  3. vagabundog pisze:

    Fajny wypad… tęskni mi się za Bolimowską. 🙂
    Winszuję kanału melioracyjnego i wtargnięcia w buchtowisko. Cieszę się, że łagodnie Cię w nim przyjęto. 😉

  4. Zibi pisze:

    Hej.
    16.02 około 13.00 Ja też natrafiłem na stalowy kuty słupek pomalowany na czerwono (pomarańczowo) i zastanawiałem się czy i kiedy go ktoś widział. A tu przez przypadek trafiam na stronę ludzkie tropy oglądając Mazury Challange z moimi dwoma kolegami z lasu (dwóch największych Kondrad i Bartek) natrafiam na to samo. Ale ten świat mały.
    Darz bór.

    • Dawid pisze:

      Zibi, popatrz jeszcze na inne wpisy na blogu. Konrada i Bartka-Gabaryta wypatrzysz jeszcze na zdjęciach z Survival Test. Nie wiadomo czy świat mały czy tak mało ludzi o podobnej pasji 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge