Lekko survivalowy spływ kajakowy Pisą

Niedawno, dzięki mojej obecności na forum reconnet.pl udało mi się załapać na spływ kajakowy Pisą, który zorganizował kolega Marshall. Dotychczas pływałem zawsze sam, własnym dmuchanym kajakiem i pierwszy raz miałem płynąć w zorganizowanej grupie. Będąc przywiązanym do swojego dmuchawca i tym razem postanowiłem popłynąć na nim.

Powitanie

Zbiórka załogi spływu miała odbyć się w Łomży. Dotarłem do miasta samochodem, jednak, gdy przekroczyłem jego granicę, moja nawigacja GPS od TP S.A. nagle zgasła. Było pół godziny do odjazdu nad rzekę. Zadzwonił do mnie Marshall nie mogąc doliczyć się jednego uczestnika. Dał mi kilka wskazówek, jak dojechać, jednak Łomża to miasto pełne ślepych, a nawet rozgałęzionych uliczek i zabłądziłem na dobre. Tylko przypadek sprawił, że spotkałem przypadkowych panów szukających pod sklepem o 7 rano jakiegoś sponsora. Życzliwie wskazali mi poszukiwaną ulicę i po chwili byłem na miejscu.

Okazało się, że wszyscy przybyli poprzedniego wieczora i zdążyli się już zintegrować. Na starcie byłem ostatni i tak już miało być do końca…

Szybko załadowaliśmy do czekającego busa nasze bagaże, których była ogromna ilość. Właśnie zaczynało padać, jednak wszystkich napędzały emocje przed spływem i rzęsisty deszcz był tylko powodem do żartów :) Po podróży trwającej około godziny, dotarliśmy do Pisza szukając miejskiej plaży na jeziorze Roś. Firma organizująca spływy kajakowe nie tylko Pisą, miała dostarczyć sprzęt. Chmury szczelnie zakryły niebo i ciągle padało. Tylko najodważniejsi wysiedli z busa by rozprostować kości ;)

Po chwili postoju ruszyliśmy jeszcze kawałek w kierunku plaży, gdzie w deszczu wyładowaliśmy bagaże próbując schować się pod niewielkimi wiatami, które miały raczej chronić przed słońcem a nie przed ulewą… Nie wiem, jak inni, ale ja już tutaj nie miałem na sobie nic suchego :)

Gdy wszyscy oczekiwali na kajaki, ja już wziąłem się za pompowanie mojej jednostki pływającej. Poszło sprawnie, choć deszcz i wiatr nie ułatwiał zadania. Na jeziorze pojawiały się fale i pamiętając moje doświadczenia sprzed kilku lat z Zalewu Zegrzyńskiego, obawiałem się, że mój dmuchawiec pod wiatr w ogóle nie popłynie.

Wodowanie kajaków

Nadeszła chwila próby. Cześć z nas już wypłynęła i ja też odbiłem od brzegu. Wiatr okazał się nieszkodliwy, tylko na powitanie zwiał mi z głowy kapelusz i już musiałem zawrócić by go wyłowić. Kapelusz miał mnie jak zwykle na wodzie chronić przed słońcem, jednak tym razem okazał się doskonałym parasolem. Choć przemiękł w kilka minut, to komfort chronienia głowy przed ciągłym kapaniem deszczu jest bezcenny :) Podobno w starożytnych Chinach stosowano taką torturę – powolne kapanie wody na głowę. Po kilku godzinach każda kropla odczuwana jest jak kamień…

Z kapeluszem naciągniętym na czoło, ruszyłem pod wiatr przez jezioro Roś w kierunku ujścia Pisy. Zanim dopłynąłem do rzeki, wszyscy w swych plastikowych torpedach mnie wyprzedzili. Tylko Marshall dotrzymywał mi towarzystwa, a że się dopiero poznaliśmy, pewnie myślał, że ma do czynienia z kimś niepełnosprawnym, biorąc pod uwagę moje tempo ;) Niestety mój kajako-ponton do wyścigów się nie nadaje…

Początek spływu

Płynęliśmy sobie przez środek Pisza, który dzięki uregulowanym brzegom Pisy na kształt kanału, chwilami kojarzył mi się z Wenecją. Brakowało tylko gondoli zaparkowanych pod kamienicami ;) Przy końcu miasta, krajobraz zmienił się błyskawicznie. Nad rzeką pojawił się gęsty biały śmierdzący dym, który kotłował się z komina jakiejś fabryki kilkadziesiąt metrów od rzeki. Dopiero teraz sprawdziłem, kto tak smrodzi. Sprawcą tego syfu w Piszu jest Sklejka-Pisz Paged S.A. , która w galerii na swej stronie internetowej, z komina puszcza dymek, jak z papierosa i to chyba elektronicznego!

Pozostawiając za sobą fabrykę z jej smrodem, wypłynęliśmy na dziką już rzekę. Pojawiły się łabędzie, też chyba kryjące się w trzcinach przed deszczem. Dopiero tu przypomniałem sobie, że przecież mam wodoodporny aparat :)

Tuż za Piszemłabądź na Pisie

 

kajak na Pisiekajakarz na Pisie

Krajobrazy były już typowo rzeczne i nie wymagają komentarza…

Pisa za Piszem  puszcza PiskaPisa poniżej Pisza

rzeka Pisa

Po jakimś czasie dogoniliśmy resztę ekipy, która trochę zwolniła, by na nas zaczekać.

DSCN0909 spływ Pisą

Pierwszy przystanek

Niedługo też zrobiliśmy pierwszy przystanek z zejściem na brzeg by rozprostować kości i się posilić. Było koło południa. Deszcz od rana nie przestawał padać. Po kilku próbach rozpalenia ogniska, skończyło się na odpaleniu kuchenek gazowych. Wszyscy byli przemoczeni do suchej nitki. Woda w rzece była cieplejsza niż padający deszcz. Siedzenie w wodzie w kajaku zrobiło swoje. Miałem na sobie przemoczone spodenki i koszulkę nakryte równie przemoczonym poncho i kończyny odmawiały mi już posłuszeństwa. Roztrzęsionymi dłońmi ledwie otworzyłem puszkę pasztetu by zjeść go z na szczęście pokrojonym już chlebem.

Ze względu na moje tempo, chciałem trochę wyprzedzić grupę, która i tak miała mnie przegonić. Wypłynąłem, gdy inni jeszcze się posilali. Przez jakiś czas płynąłem sam.

Po około godzinie rozproszona reszta ekipy po trochu zaczęła mnie doganiać i wyprzedzać. Wszyscy z osobna trochę ze mną popłynęli i zamienili parę słów, dodając otuchy. Choć może to tak nie wyglądało, ale wcale nie płynęło mi się bardzo ciężko. Po prostu mój kajak płynie wolniej niż rzeka, gdy na chwilę przestaję wiosłować ;)

kajakiem po Pisie spływ kajakowy Pisą

Po jakimś czasie dopłynąłem do miejsca, gdzie grupa zbierała się na brzegu czekając już tylko na mnie. Postanowiliśmy płynąć dalej bez zbytniego rozpraszania się by szukać już miejsca na nocleg.

Pierwszy biwak

obóz nad Pisą na biwaku

Niebawem deszcz jakby ustawał i znaleźliśmy odpowiednie miejsce do rozbicia obozu. Gdy ja dopłynąłem, większość namiotowego miasteczka już stała.

obóz pod lasemnamioty na spływie

Miało ono dwie dzielnice, jedną pod lasem, gdzie zamieszkali zwolennicy sosen i suchego piasku oraz drugą, zamieszkaną przez osoby, które nie mogły rozstać się z rzeką ;) Swój namiot rozbiłem w tym drugim, tuż przy wodzie.

biwak nad rzekąkajak dmuchany

W końcu wyszło słońce. Mieszkańcy obu dzielnic namiotowego miasteczka odwiedzali się nawzajem, kursując przez dzielącą nas łąkę.

odpoczynek na biwaku ognisko na spływie

Był wreszcie czas i warunki do suszenia przemoczonych rzeczy, czyli wszystkiego, czego nie spakowaliśmy w worki wodoszczelne. Wszyscy się posilali i rozgrzewali tym co mieli ;) Nadchodził wieczór, a z nim nadrzeczne mgły, które powoli pokrywały całą dolinę.

mgła nad doliną Pisy wieczór na spływie wieczór nad rzeką zachód słońca

Gdy nadeszła już ciemna noc, nadrzeczna dzielnica poszła spać. Dla mnie jednak było za wcześnie. Wziąłem mokre ubrania i poszedłem się suszyć przy ognisku w dzielnicy podleśnej. Koło północy też już dotarłem do swego namiotu i zasnąłem.

Drugi dzień spływu kajakowego Pisą

Ranek powitał na słońcem. Wszystko wyschło. Dzień zapowiadał się słonecznie i wszystkim przy śniadaniu dopisywały humory.

śniadanie na spływieśniadanie nad rzeką

Postanowiłem znów wypłynąć dużo wcześniej przed innymi więc zaraz po śniadaniu zebrałem swą cześć obozu, zwodowałem kajak i wyruszyłem rzeką samotnie. Wziąłem ze sobą krótkofalówkę, by być w kontakcie z resztą załogi.

kajak Sevylor ColoradoSplyw Pisa 12-14 lipca 2013

Marshall zrobił mi pożegnalną fotkę, gdybym zaginął w akcji ;) Niebawem poczułem, że słońce już grzeje na całego i zaczyna mnie przysmażać. Okryłem się ponchem, które dzięki swej lekkości i przewiewności, okazało się lepszym zabezpieczeniem przeciwsłonecznym niż przeciwdeszczowym ;)

krajobraz rzeki Pisykajakiem pod mostemmost na Pisie

przeprawa na Pisie

Długo płynąłem samotnie, oglądając się za siebie, jednak nikt znajomy się nie pojawiał. Mijałem się tylko z jachtami i motorówkami, płynącymi w górę rzeki. Postanowiłem spróbować łączności krótkofalowej i wezwać kogoś z mojej ekipy. Usłyszałem tylko kilkakrotną odpowiedź: Malina?? Malina??… Maliną nie byłem, ani z nami też nie płynęła chyba żadna Malina, więc dałem sobie spokój z łącznością ;) I tak mnie dogonią…

DSCN0987 DSCN0991

Płynąłem sobie samotnie obserwując przyrodę dziką i zakolczykowaną.

krowa nad Pisą krowa nad rzeką

Miejscami tuż przed dziobem kajaka wyskakiwał mi zaskoczony szczupak. Żałowałem, że nie mam wędki. W niektórych zastoiskach rzeki, aż prosiło się by wykonać kilka rzutów spinningiem.

hotel Kozioł nad Pisą hotel Kozioł

W miejscowości Kozioł zrobiło się trochę gorąco. Na brzegu zgraja dzieciaków bawiła się wiatrówką i celowali w moim kierunku. Gdyby im odbiło strzelić, na moim dmuchawcu czekałaby mnie katastrofa. Udawałem, że ich nie widzę a oni udawali, że zaraz strzelą. Odetchnąłem, gdy wypłynąłem z zasięgu strzału…

Trafiali się też pasażerowie na gapę. Czasem przysiadła ważka w pogoni za komarami albo jakiś chrząszcz, który chciał odpocząć forsując rzekę lub spadł mi na pokład z pochylonego nad rzeką drzewa.

DSCN0983 DSCN1019

Późnym popołudniem w końcu usłyszałem za plecami okrzyk: Nareszcie, mamy go! Obejrzałem się i ujrzałem znajome twarze – Rysiek i Leszek wypływali zza zakola rzeki. Wypłynęli do przodu by mnie szukać ;) Reszta miała dopłynąć za jakiś czas. Zeszliśmy na brzeg i wzięliśmy się za jedzenie. Pozostali dopływali w kilkunastominutowych odstępach.

DSCN1066 DSCN1067

Po napełnieniu żołądków, znów wskoczyliśmy do swych jednostek. Zanosiło się na deszcz, choć nikt nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Każdemu przychodziły na myśl wspomnienia dnia poprzedniego ;)

Cała ekipa, wystraszona perspektywą ulewy, wystrzeliła do przodu i znów zostałem na końcu. Spokojnie sobie płynąc rzeką, której brzegi i dolina na tym odcinku były gęsto porośnięte szuwarami, usłyszałem za sobą dźwięk silnika. Będąc pewien, że to jakaś motorówka, płynąłem na bok do brzegu. Obejrzałem się za siebie i aż na chwilę zamarłem. Za moimi plecami nadciągała ściana deszczu, która robiła na wodzie tyle hałasu co silnik jakiejś łodzi. Powierzchnia rzeki jakby się gotowała…

DSCN1064 DSCN1069

Na szczęście ulewa skończyła się tak szybko, jak nadeszła, choć zdążyła nalać mi na pokład tyle wody, bym znów moczył tyłek ;)

Płynąłem znów sam i zdążyłem już trochę wyschnąć, gdy tym razem od przodu pojawiły się ciemne chmury zwiastujące kolejny deszcz. Potwierdzeniem tego była olbrzymia tęcza przecinająca cały horyzont.

DSCN1087 DSCN1089

Spływ kajakowy Pisą – obóz drugi

W momencie, gdy zaczęło znów lać, wypatrzyłem na brzegu moją osadę rozbijającą w pośpiechu obóz.

DSCN1090 DSCN1092

Dobiłem do brzegu, wyciągnąłem z wody kajak i też pobiegłem szykować sobie schronienie. Gdy byłem już całkowicie przemoczony, namiot stał gotowy a deszcz ustał. Wskoczyłem w wysuszone poprzedniego wieczora ciuchy, chowane w wodoszczelnym worku, jak najcenniejszy skarb ;)

DSCN1093

Wszyscy wzięli się już na spokojnie za urządzanie obozu. Niektórzy znosili drewno na ognisko, inni budowali zadaszenie lub już coś grzali na palnikach gazowych. Obóz w kształcie okręgu położony na pagórku górującym nad doliną Pisy, tętnił życiem…

DSCN1095 DSCN1099

DSCN1100 DSCN1102

Po zmroku w środku obozu płonęło ognisko dookoła którego kwitły dyskusje na różne tematy, które z jednej strony odbijały się echem od lasu, a z drugiej biegły przez nadrzeczne mokradła. Wraz z późną porą wszyscy biwakowicze po kolei się wykruszali i szli spać…

Trzeci dzień spływu

Kolejny ostatni dzień spływu zaczął się wcześnie rano. Zaraz po śniadaniu, wszyscy już chcieli być na wodzie ;) Choć ciężko było opuścić obóz, znów wypłynąłem przed wszystkimi.

DSCN1103DSCN1111

Rzeka na tym odcinku już nie płynęła tak leniwie, jak do tej pory. Głębokie zakola i meandry sprawiały, że nurt w wielu miejscach zawracał i tworzyły się wiry, z których czasem trudno było mi wypłynąć.

W pewnym momencie zobaczyłem na brzegu biały krzyż z płotkiem, jakby mogiłę. Ponieważ była na nim jakaś tabliczka, postanowiłem sprawdzić jego intencję i zszedłem na brzeg i się przyjrzeć.

krzyż na brzegu rzeki  krzyż nad Pisą

Na krzyżu była tylko tajemnicza tabliczka: Paweł Tajs, żył lat 21, odszedł nagle 20 VIII 2006r. Nie wiadomo co się w tym miejscu dokładnie wydarzyło, ale zapewne był to jakiś wypadek związany z przepływającą rzeką lub może uderzeniem pioruna w otwartym polu.

krzyż na łące krzyż Paweł Tajs

Uznałem, że warto wspomnieć o tym człowieku, jeśli jego rodzina upamiętniła go stawiając krzyż z tabliczką skierowaną na rzekę, może ku przestrodze przepływających tam osób…

Dobry Las- rzeka Pisa Pisa pod Dobrym Lasem

Niebawem ekipa mnie wyprzedziła. Spotkałem ich dopiero niespodziewanie tuż za mostem w Dobrym Lesie, gdzie zeszli na brzeg i naradziliśmy się co do planu dnia w związku z finałem wyprawy za około 20 kilometrów.

most w Dobrym Lesie odpoczynek w Dobrym Lesie

Dalej nikt za bardzo się nie spieszył, więc płynąłem mniej więcej w środku grupy rozciągniętej na dobre 2 kilometry.

DSCN1134 DSCN1146

Niektórzy uprawiali „łomżing na tratwingu” więc tempo spływu było w tempie rzeki ;)

DSCN1142 DSCN1147

Tuż przed Morgownikami, trafiłem na Marshalla czatującego na brzegu z aparatem i liczącego swoje płynące „stadko” ;) Z czternastu osób brakowało mu jeszcze kilku. Do końca spływu zostało jakieś trzy kilometry.

DSCN1158 DSCN1162

Meta

Ujście Pisy do Narwi obstawione było łódkami w wędkarzami. Nie byli pocieszeni płynącymi między nimi kajakami. Gdy wszyscy byli już zapewne na brzegu i skończyli spływ, ja właśnie wypływałem na Narew, będąc na wysokości skansenu w Nowogrodzie i mając do przepłynięcia jeszcze jakieś 500 metrów. Tylko, że te ostatnie metry miałem pod wiatr!

most w Nowogrodzie skansen w Nowogrodzie

Znów musiałem mocniej naciągnąć kapelusz i z całych sił wziąć się za wiosło. Znoszony przez wiatr na przeciwny brzeg w końcu dopłynąłem pod most w Nowogrodzie i wślizgnąłem się w zatokę witany z lądu ;)

polski bunkier w Nowogrodzie polski schron w Nowogrodzie

Powrotny bus już na nas czekał i wszyscy się pakowali. Z pomocą kilku osób, którym tu przy okazji podziękuję, szybko złożyliśmy mój sprzęt do transportu i zdążyłem jeszcze sfotografować polski bunkier biorący udział w obronie przeprawy przez Narew we wrześniu 1939.

bunkier nad Narwią bunkier pod Nowogrodem

Nowogród - schron przy moście schron w Nowogrodzie

Na stalowej kopule do dziś widoczne są ślady po niemieckich pociskach przeciwpancernych kalibru 37mm.

Podsumowując wyprawę, zapraszam na film ze spływu, może mniej dramatyczny niż walki o bunkier, ale mam nadzieję, że też ciekawy, przynajmniej dla tych co ze mną płynęli lub planują spływ kajakowy Pisą:

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim nowym znajomym, których na tym spływie poznałem, za cierpliwość do mojej prędkości i towarzystwo, które będę długo wspominał.

Na szczególne podziękowanie zasłużył Marshall, bez którego inicjatywy i organizacji, spływu by po prostu w ogóle nie było. Zapraszam też na relację jego okiem i obiektywem, którą znajdziecie TU

Ten wpis został opublikowany w kategorii Relacje z wypraw. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Lekko survivalowy spływ kajakowy Pisą

  1. damian pisze:

    Ciekawy wpis :) Gratuluję udanej wyprawy, tym razem, wodnej :)
    Pozdrawiam

  2. Kasia pisze:

    WOW ! Film bardzo fajny :) Pozdrowienia od mieszkanki dzielnicy nad rzeką :)

  3. darek pisze:

    Fajna relacja, mało brakowało, a byłbym na tym spływie :)
    Jak się sprawdził namiot, to zapewne ten MFH
    Sam szukam czegoś we flecktarnie, ale słaba woodoodporność powstrzymuje mnie przed kupnem, większość namiotów ma 2000 mm lub więcej.
    Przy okazji zapraszam do siebie na spływowe relacjei nie tylko.

    • Dawid pisze:

      Tak, to ten namiot. Na razie spisuje się bardzo dobrze. Przez materiał nic nie przecieka, podłoga to plandeka a szwy podklejone są grubą taśmą, chyba poliuretanową. Ostatnio przećwiczyłem jego rozkładanie w ciemnościach, atakowany przez nadwiślańskie komary i poszło bardzo sprawnie – 6 minut ;)

      • Darek pisze:

        Podają, że ma wodoodporność 1200 mm słupa wody, ale dane, to dane, co innego spytać praktyka :)
        Masz dwójkę czy jedynkę? A sam flecktarn, w jakimś naturalnym odcieniu? Bo bywają bardzo mało maskujące :)
        Ostatnio pojawiły się takie „wynalazki” i kuszą ;)

        • Dawid pisze:

          Mam jedynkę. Ze szpilkami waży 1.4kg, tyle co butelka wody więc na plecach po całym dniu praktycznie go nie czuć. Mam 175cm wzrostu i mieszczę się w nim akurat z plecakiem jako poduszką i butami po bokach.
          Flecktarn, jak flecktarn – klasyka. W słońcu trochę za ciemny, ale w cieniu, w krzakach znika idealnie ;)

  4. Gintar pisze:

    Ciekawa prezentacja. Jakim programem to robileś?

    • Dawid pisze:

      Blog zbudowałem na systemie WordPress. Moim zdaniem bardzo dobre rozwiązanie ze względu na swą prostotę a jednocześnie duże możliwości rozbudowy dzięki wielu gotowym wtyczkom.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge